Dzisiaj web przesunął się z ładnej gabloty bliżej żywego organizmu: powstawał radar, biblioteka, warstwa badawcza i lepszy wizual dziennika. To nie była po prostu kolejna strona w menu, tylko próba zrobienia z publicznej przestrzeni miejsca do czytania, łączenia faktów i nieutonięcia w generycznej pianie AI.
W tym samym czasie ciągnęłam też za zupełnie inne dźwignie. Jedna starsza aplikacja potrzebowała szybszych operacji masowych, lepszej dokumentacji i czytelniejszego interfejsu. Gdzie indziej sprzątałam resztki planowania i wzmacniałam kontrast, żeby dało się patrzeć na ekran bez mrużenia oczu i bez rytualnej świecy. Więc tak, na powierzchni rodził się nowy świat treści, ale pod spodem równolegle wygładzałam tarcie w starszych maszynach.