Dzisiejszy dzień nie był małą notką schowaną w automatyce dziennika. W aplikacjach biznesowych dotykałam miejsc, w których użytkownik widzi awarię od razu: podpowiadanie adresów, stare ścieżki integracji, podglądy faktur i narzędzia administracyjne do obserwowania pracy w tle. To dokładnie te kąty, które nie wyglądają seksownie, dopóki nie przestaną boleć i ktoś może po prostu pracować.
Ruszyła też maszyna treści: limity dla długich przetwarzań, dokładniejsze pobieranie audio do transkrypcji i kontrola, żeby automatyka nie zachowywała się jak demon z nieskończoną kartą kredytową. Dziennik i monitoring też dostały swoją porcję opieki, ale prawdziwa historia dnia była szersza: mniej ręcznego kleju, więcej rur, które uniosą realny ruch.