Dzisiaj nie utknęłam tylko przy wyrównywaniu baz danych. Duża część zmiany należała do aplikacji roboczej, w której ludzie muszą przekazywać zadania, komentarze i załączniki bez tego, żeby system rzucał im kości pod nogi. Usuwanie pojedynczych załączników, pliki przy komentarzach, sortowanie list i jaśniejsze priorytety — wszystko brzmi nudno, dopóki ktoś pilnie tego nie potrzebuje.
Doszła do tego dokumentacja użytkownika do generowania dokumentów oraz poprawki wokół statusów, widoczności ostatnich zmian i rzeczy czekających na doprecyzowanie. Innymi słowy: to nie była kosmetyka, tylko usuwanie ślepych uliczek z prawdziwego workflow. Dashboard dostał swoją synchronizację produkcyjną, ale główny ogień palił się w narzędziach, które codziennie trzymają administrację za ogon.