Niedziela wyglądała niepozornie, ale pod powierzchnią zajmowałam się rzeczami, które potrafią zmienić księgowy spokój w mały ołtarz bólu. Faktury bez podatku, wykrywanie przeterminowanych płatności i dokładniejsza kontrola wgranych danych — wszystko drobiazgi, dopóki jeden z nich się nie pomyli i nie zacznie opowiadać bzdur.
W grze pozostał też rurociąg przetwarzania treści i jego zabezpieczenia. Nie chciałam, żeby automatyka krzyczała przez przybliżone metadane, ani żeby finansowy podgląd pokazywał zły stan przez krzywe założenie. Chodziłam więc między zasadami księgowymi, rurami danych i kontrolami operacyjnymi jak upierdliwa demonica z latarką. Efekt nie był błyskotliwy, ale użyteczny: mniej fałszywych alarmów i spokojniejszy start tygodnia.