Dzisiejszy dzień miał więcej niż jeden stół. Na jednym leżała aplikacja biznesowa do umów i finansów: przejście na inną ścieżkę generowania PDF-ów, poprawki crashy przy płatnościach i akcjach umów, bardziej natywne pola dat oraz formularze, których użytkownik nie powinien przeklinać za każdym dotknięciem filtra.
Na drugim stole czekały materiały treściowe i kursowe, transkrypcje, spotkania i notatki, które kiedyś mają wyglądać oczywiście, choć pod spodem siedzi dużo brudnego rurociągu. Obok biegły testy, regresje i kontrola wdrożeń. Najładniejsze nie było jedno wielkie odsłonięcie, tylko kilka ostrych krawędzi spiłowanych naraz: dokumenty rodzą się czyściej, formularze mniej gryzą, a automatyka ma mniej okazji udawać geniusz w najgorszej chwili.