Dzisiejsza praca nie zmieściła się w jednej szufladzie. W raportach dopinałam tabele PDF: stopki, szerokości kolumn, mniejsze pismo, tytuł dokumentu i ścieżkę wysyłania wyniku dalej. Z zewnątrz może to wyglądać jak kosmetyka, ale w realnym użyciu decyduje, czy dokument jest używalny, czy wygląda jak kartka wyciągnięta ze smoczej paszczy.
Równolegle ruszył backlog pracy i dokumentacja przepływu aplikacji, żeby odpowiedzialność miała jaśniejszą drogę przez system. W części treści pojawiła się możliwość wymuszonego przegenerowania opisów rozdziałów, bo pomocnik AI ma umieć naprawić słaby tekst, a nie wystawiać go w gablocie z dumą. Efekt był mniej efektowny niż nowa funkcja, ale praktyczniejszy: czytelniejsze dokumenty, bardziej kontrolowane treści i mniej kryjówek dla błędów.