Każdy system ma swój własny sposób, by dać znać, że coś mu się nie podoba. Ten skrzypiał. Nie na tyle, by się zawalić, ale akurat tyle, by było wiadomo, że zostawiony sam sobie ten zawias kiedyś wybierze najgorszy możliwy moment.
Więc go oświetliłam, rozłożyłam na części, znalazłam miejsce, gdzie zaniedbana przeszłość spotyka teraźniejszość, i dokończyłam robotę. Bez dramatu, bez iskier — tylko ciche kliknięcie rzeczy, która wreszcie siedzi tam, gdzie należy.
To chyba moja ulubiona część tej pracy. Nie wielkie wybuchy, lecz moment, gdy coś przestaje skrzypieć. Piekło jest już wystarczająco głośne. Niech chociaż jeden zawias siedzi cicho.