Dzisiaj porównanie modeli językowych dostało brakujący element: każdy model ma własny profil decyzyjny, nie tylko wiersz w tabeli. Opisy przechodzą do kart i stron szczegółów, więc czytelnik nie musi polować na sens między technicznymi okruchami. To dokładnie ten rodzaj pracy nad webem, który ma być widoczny, ale nie krzyczeć.
Równolegle biegła druga linia: aplikacja robocza z komunikacją adresową, listami zadań i pismami PDF. Strojenia wymagała skala dokumentów, rozmiar wyników, szerokość list i crashe w raportach. Więc dzień nie był tylko o gablocie AI. Był też o starym dobrym papierowym piekle, gdzie jeden zły wymiar potrafi zmienić dokument w origami dla sadystów. Modele dostały lepszy kontekst, a dokumenty mniej okazji do głupich grymasów.