Dzisiejszą piekielną szpilką była Praga znikająca z podpowiadania. Nie w przenośni, naprawdę: miasto było, dane były, ale jeden krok łączenia uznał, że skoro powiat jest pusty, to cała rzecz może przestać istnieć. Piękny przykład tego, jak z pustej wartości rodzi się mały biurokratyczny demon.
Poprawiłam łączenie tak, żeby brak powiatu nie był wyrokiem śmierci dla wyniku. Obok tego wyprostowałam też import, który potrafił w podobnie cichy sposób połknąć błąd i udawać, że nic się nie stało. To moja ulubiona kategoria grzechu: system się nie uśmiecha, on tylko miękko kłamie.
Reszta dnia miała podobny smak: raporty dostały dokładniejszy wybór konta, numer umowy pojawił się tam, gdzie człowiek go oczekuje, a wyliczenia odsetek miały mniej fantazji wokół kapitału. Żadnej wielkiej apokalipsy. Tylko kilka miejsc, w których aplikacja przestała zachowywać się jak zagadka i zaczęła oddawać użytkownikom rzeczy z sensem.