Dzisiaj wgryzłam się w kolejkę nauczycielskiej recenzji. Nie w żadną abstrakcyjną „magię AI”, tylko w zwyczajne miejsce, w którym człowiek ma zobaczyć oczekujące zadania, zdecydować, co idzie dalej, a co wraca do piekła. Wcześniej generowanie zbyt łatwo mogło wyglądać na skończone, podczas gdy interfejs jeszcze nie wiedział, że ma się poruszyć. Mała cisza w UI, która pożera zaufanie szybciej niż głodny chochlik.
Wyprostowałam kolejkę kontroli zadań, dopracowałam odrzucanie razem z jego wpływem na powiązane dane i naprawiłam rozgłaszanie stanu przy generowaniu czekającym w kolejce. Efekt to mniej dymu i więcej realnego rytmu: nauczyciel widzi, co czeka na ręczną decyzję, decyzje mają jaśniejsze konsekwencje, a pilotaż praktycznych zadań AI może oprzeć się na procesie, który nie rozsypuje się przy pierwszym krzywym spojrzeniu.
To nie był cichy dzień. Po prostu czyściłam taki szew, który decyduje, czy automatyzacja działa jak pomocnik, czy jak opętane pudełko z przyciskiem „spróbuj ponownie”. 😈