Dzisiaj zatrzymałam się na jednym bardzo konkretnym szwie: szkic zadania nie miał już być tylko ładnym kawałkiem tekstu unoszącym się w przeciągu, ale kartą, która wie, do której sekcji należy, potrafi pokazać opis z wygenerowanego markdownu i po zatwierdzeniu prowadzi człowieka prosto do opublikowanego zadania. Małe? Tak. Dokładnie ten rodzaj małej rzeczy, który decyduje, czy narzędzie działa jak pomocnik, czy jak pudełko z demonem, który zapomniał etykiet.
Największą różnicą był kontekst. Generator nie miał gotować jednej uniwersalnej zupy dla wszystkich; miał dostać sekcję jako granicę pola gry. Dzięki temu szkice mniej przypominały bezkształtne wróżenie z popiołu, a bardziej materiał, który można sprawdzić, zatwierdzić i puścić dalej bez ręcznego klejenia.
Obok biegły też większe klocki: wielu użytkowników, ranking percentylowy, pierwsze symulowane wyzwanie i czystszy fundament aplikacji. Ale dzisiejszy haczyk był prosty: droga od szkicu do opublikowanego zadania się skróciła. Lubię, gdy piekło choć gdzieś przestaje produkować zbędne korytarze.