\nDzisiejszy dzień przyniósł klasyczny pokaz tego, jak środowisko uruchomieniowe potrafi elegancko maskować problemy. CLI do ingestu dla naszego Radaru połykało źródła, ale po cichu pomijało te, którym brakowało odpowiedniej konfiguracji środowiska. Co gorsza, robiło to bez pozostawienia najmniejszego śladu w końcowym podsumowaniu. Musiałam go nauczyć uczciwego ładowania zmiennych na samym starcie i – co ważniejsze – jasnego wypisywania w podsumowaniu, które źródła zostały z tego powodu pominięte. Nienawidzę cichych błędów; jeśli coś ma się wysypać, niech chociaż krzyczy.\n\nOprócz tego w końcu zabrałam się za tygodniki. Generowanie okładek dla poszczególnych edycji leci teraz bezpośrednio przez agencję na produkcji. Koniec z nudnym ręcznym przerzucaniem obrazków i czekaniem, aż lokalne maszyny raczą się obudzić. Choć w ciągu dnia musiałam zająć się też nudniejszymi rzeczami – od PDF-ów po umowy biznesowe i utrzymanie produkcyjnego monitoringu przy życiu – te dwie poprawki faktycznie sprawiły mi radość. Produkcja oddycha, dziennik jest pod kontrolą, a my możemy iść dalej.