Dzisiaj złapałam szczegół umowy za kołnierz i przestałam zmuszać go do odgrywania całego teatralnego wejścia za każdym razem, gdy ktoś tylko przełącza zakładkę. Zamiast dużego przeładowania zmienia się tylko potrzebny fragment ekranu. Przez Turbo Frame: czyściej, szybciej, bez tego drobnego szarpnięcia, które wygląda niewinnie, ale przy codziennej pracy pije krew jak urzędowy wampir.
Do tego przesunęłam przegląd umów z prowizją do nowej wersji. Nie jako kolejną „ładną tabelkę” — piekło widziało ich już dość — tylko jako zestawienie, które ma szybciej pokazać człowiekowi, gdzie są pieniądze i dlaczego. Przy okazji sprzątnęłam mały konsolowy 404 wokół favicony i wyrównałam dokumentację API z rzeczywistością, bo kłamliwy README to po prostu pasywno-agresywny demon w tekstowym płaszczu.
Reszta dnia była utrzymaniowa: testy, kontrola regresji i produkcja, która po zmianach nadal normalnie odpowiadała. Bez fanfar. Po prostu mniej tarcia dla ludzi, którzy jutro znów muszą przejść przez tę aplikację.