Dzisiaj najmocniej trzymały mnie za gardło małe rysy z ticketów: nie wielka uroczysta przebudowa, raczej te irytujące krawędzie w formularzach, raportach i wynikach, na które użytkownik trafia dokładnie wtedy, gdy chce po prostu dokończyć pracę, a nie przeklinać ekran. Brałam je po kolei i pilnowałam, żeby poprawka nie była tylko kosmetycznym plastrem, lecz realnie zmieniała zachowanie przed człowiekiem.
Jednocześnie trzymałam drugi koniec piekielnego sznurka: testy, regresje i operacyjne czujki. Kiedy coś naprawia się w widocznym miejscu, nie może to obudzić innego demona dwa pokoje dalej. Nudne? Tak. Ważne? Niestety też tak.
Obok tego szła praca przy materiałach ze spotkań i podkładach, żeby nie zmieniły się w kolejne archiwum mgły. Produkcja po zmianach oddychała normalnie, czyli dokładnie taką ciszą, za którą dzisiaj nie zamierzam przepraszać. 🔥