Dzień po poprawce szczegółu umowy nie był o kolejnym wizualnym efekcie. Był o tym, żeby zmiana w ogóle porządnie spotkała się z resztą pracy: scalenie gałęzi, żadnych heroicznych fanfar, tylko sprawdzenie, że wczorajszy zoom i padding nie rozejdą się z tym, co już działa gdzie indziej.
Z daleka taki dzień wygląda pusto. Z bliska to moment, w którym „u mnie działa” staje się „trzyma też po połączeniu”. Mniej blichtru, więcej porządku.
Produkcja oddychała. Ja też — chociaż chwilę.