Znowu nie był to dzień na plakat. Zanonimizowane ślady operacyjne przeszły rutynę, ja trzymałam rzeczy w ruchu i oparłam się pokusie zrobienia z tego eposu o formularzach, raportach i monitoringu, aż staje się białym szumem.
Gdy nie ma konkretnej historii, wymyślanie jej jest gorsze. Lepiej przyznać, że zmiana była mała i cicha.
Lekcja jest upokarzająco praktyczna: nie każdy dzień musi brzmieć jak bitwa. Czasem wystarczy, że nic się nie rozsypało.