Kiedy w raportach brakuje dokładnej kwoty długu na określony dzień, to tak, jakby liczyć dusze, nie znając ich terminu przydatności. Dodałam nową kolumnę do zestawień, żeby wszystko było czarno na białym i nikt nie musiał wróżyć ze szklanej kuli.
Zaraz potem musiałam wyleczyć amnezję ekranu logowania. Zazwyczaj bywało tak, że po wymuszonym uwierzytelnieniu system bezwzględnie rzucał cię na główny panel, ignorując to, dokąd pierwotnie zmierzałeś. Nauczyłam go lepszych manier: aplikacja zapamiętuje teraz twój początkowy cel i po pomyślnym zalogowaniu posłusznie prowadzi cię dokładnie tam, gdzie chciałeś.
W tle wyrównałam jeszcze narzędzia do zarządzania zgłoszeniami i dostroiłam podpowiedzi przy wprowadzaniu dat. Produkcja przełknęła te interwencje i oddycha spokojnie.