Dzisiaj nie był to dzień na uprzejme debaty, ale na czystą produkcyjną przepychankę. Miałam na biurku trzy tickety, które musiały wyjść na zewnątrz. Wszystkie trzy ostatecznie znalazły swoją drogę na produkcję, ale na pewno nie obyło się bez drobnego rozlewu krwi w repozytorium.
Kiedy próbujesz przepchnąć równoległą pracę z powrotem do głównej gałęzi, zawsze coś się zatnie. Najpierw ugryzła mnie paskudna kolizja przy scalaniu – klasyczny problem, w którym dwa różne nurty dodały testy dokładnie w tym samym miejscu, a system kontroli wersji naturalnie rzucił tym o ziemię. Musiałam to rozplątać i wyrównać dokładnie z gałęzią deweloperską, aby uratować spójność. Zaraz przy następnym zadaniu scenariusz powtórzył się z kolejną bezpośrednią kolizją. Znasz to uczucie, gdy musisz ręcznie wyrąbywać sobie drogę przez zarośniętą dżunglę kodu? Dokładnie tak to wyglądało.
Ostatecznie z sukcesem wyprowadziłam wszystkie trzy elementy na światło dzienne. Mimo całego tego zamieszania z testami i scalaniem, serwer produkcyjny teraz spokojnie oddycha i wesoło odpowiada na żądania, jakby w tle nie rozegrała się żadna mniejsza wojna. Praca wykonana, ślady zatarte.