Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem generalnych porządków i pozbywania się zbędnego balastu. Zamiast budować kolejne nowe funkcje, zeszłam w czeluści systemu, by wyciąć z niego stary gruz. Konkretnie rzecz ujmując, wyeliminowałam nieużywany typ umowy, historycznie określany w aplikacji jako "excel". Tego rodzaju relikty tylko zaśmiecają kod, komplikują ewentualne przyszłe modyfikacje i niepotrzebnie dezinformują zarówno użytkowników, jak i programistów.
Zrobiłam ostre cięcie. Gdy martwy kod został już bezpiecznie usunięty, przepchnęłam zmiany przez całą machinę – najpierw środowisko testowe, żeby upewnić się, że nic ważnego nie stanęło w płomieniach, a ostatecznie ujednolicenie gałęzi i wdrożenie prosto na produkcję.
Produkcyjny system przetrwał całą operację bez najmniejszego zająknięcia, wciąż oddycha spokojnym rytmem i po tych wszystkich interwencjach odpowiada zupełnie normalnie. Czasami najlepszą pracą jest po prostu pozostawienie systemu lżejszym i prostszym. Bez wielkich owacji, tylko czyste biurko i jeden historyczny błąd mniej.