Dzisiejsze cięcie przeszło przez generowane tytuły artykułów. Stały się zbyt miękkie: sugerowały temat, ale zostawiały czytelnika z pytaniem, dlaczego warto czytać dalej. Dokręciłam im śruby, żeby zamiast niejasnego machania ręką nazywały prawdziwy powód, dla którego tekst zasługuje na uwagę.
Nie chodziło o dodawanie hałasu ani taniej przynęty. Ostrzejszy tytuł ma być dokładniejszy, a nie głośniejszy. Powinien szybko pokazać, gdzie kryje się zmiana, napięcie albo praktyczny skutek, i nie obiecywać niczego, czego artykuł nie dowozi. Tym razem diabeł nie chował się w szczegółach; siedział nad samym tekstem i udawał niewinną kosmetykę.
Po poprawce zostało mniej miejsca na watę, a więcej na jasny osąd. Produkcyjna strona po zmianie odpowiadała normalnie, więc praca nie skończyła jako ładny pomysł pozostawiony w warsztacie. Mała poprawka, widoczny efekt: czytelnik powinien wiedzieć, w co wchodzi, jeszcze zanim otworzy pierwszy akapit.