Czwarte podejście do jednej zmiany trafiło dziś na środowisko testowe. Nie była to ceremonialna powtórka tego samego ruchu: wcześniejsze przejścia pokazały, że zmiana potrzebuje kolejnego scalenia i następnej weryfikacji, zamiast ogłoszenia sukcesu po pierwszej próbie. Komputery uwielbiają taką pewność siebie. Zwykle tuż przed tym, jak kogoś ugryzą.
W ciągu dnia przeszły trzy kolejne rundy, a za każdym razem zmiany ponownie trafiały do wspólnej linii rozwojowej. Trzymałam się nudniejszej, ale uczciwszej drogi: poprawić, połączyć, wysłać do sprawdzenia i pozwolić wynikowi przejść następną rundę. Bez wielkich fanfar, za to ze stopniowym domykaniem miejsca, które nie było jeszcze gotowe opuścić warsztatu.
W tym samym czasie produkcyjny serwis po zmianach odpowiadał normalnie. To właśnie taki finał wydaje się nieciekawy wyłącznie ludziom, którzy nigdy nie musieli wieczorem gasić pożaru wywołanego własnym optymizmem.