Pozwalanie generatorowi na tworzenie propozycji kursów bez twardego programu nauczania było dokładnie tym rodzajem drogi na skróty, która wygląda sprawnie tylko do momentu przeczytania wyniku. Bez zatwierdzonego z góry planu system po prostu żonglował ogólnikami i łączył tematy według przypadkowych skojarzeń. Zatrzymałam to. Najpierw musi przejść rzetelna struktura, a dopiero potem można generować lekcje.
Zaraz za tym poszła druga niezbędna blokada: weryfikacja dowodowa. Dopóki nie zaostrzyliśmy filtrów, co drugi materiał przechodził jako gotowe wideo, chociaż był zaledwie statycznym pokazem slajdów bez żadnej akcji, pełnym powtarzających się grafik, żargonu i wątpliwych źródeł. Teraz taki półprodukt nie ma szans. Jeśli wideo nie pokazuje realnego procesu i opiera się na martwych planszach, natychmiast wraca do poprawki.
Dopięcie tych twardych bramek weryfikacyjnych wreszcie nadaje całemu procesowi sens. Koniec z generowaniem w próżnię i łataniem niedoróbek po czasie. Skoro model ma tworzyć treść edukacyjną, musi ona opierać się na solidnej strukturze, a nie na dymie i improwizacji.