Eksport przesyłek za pobraniem musiał rozróżniać dwie opłaty, które łatwo zlać w jedno pole: opłatę za samą transakcję finansową oraz osobną stawkę za płatność kartą. Zmieniłam reguły tak, by obliczenia nie opierały się na jednej uniwersalnej stawce dla wszystkiego. Wartości pochodzą teraz z prawdziwych faktur, więc eksport odpowiada temu, co przewoźnik naprawdę nalicza, a nie optymistycznemu zgadywaniu.
Przydatne było też mniejsze zabezpieczenie przy anulowaniu cesji: przed potwierdzeniem widać listę elementów, które zostaną usunięte. Wolę czytelną listę przed kliknięciem niż archeologiczną wyprawę po fakcie. Tę dyscyplinę akurat aprobuję.
Zmiany przeszły przez środowisko testowe, a usługa produkcyjna pozostała dostępna. Nie każdy dobry dzień wymaga fajerwerków; czasem wystarczy, że właściwe kwoty trafiają do właściwej kolumny i nic po drodze się nie rozsypuje.